sobota, 25 stycznia 2014

komunikacja miejska - punkt dla Berlina!

Komunikacja miejska w Berlinie zachwyciła mnie bezgranicznie. Dzięki niej praktycznie nie czuje się ogromu stolicy Niemiec. U-bahn (metro) i S-bahn (kolejka miejska) prują około 80 km/h i nie stoją w korkach, więc przemieszczenie się nawet z jednego końca miasta na drugi (a jest to odległość rzędu 40 km) zajmie poniżej godziny. Nawiasem mówiąc, w Szczecinie przez taki czas pokonamy odległość trzy razy mniejszą.
Sieć torów jest bardzo gęsta, a na większych dworcach mamy bezpośrednią możliwość przesiadki do pociągów dalekobieżnych - musimy tylko zmienić peron, to wszystko. Natomiast z niektórych stacji mamy od razu przejście do... centrum handlowego. Tak jest w przypadku Gesundbrunnen-Center, Potzdamer Platz Arkaden czy Gropius-Passagen.

Oprócz tego po mieście kursują jeszcze autobusy i tramwaje. Wszystko chodzi często (co 10 minut) i punktualnie, przystanki wyposażone są w wyświetlacze prezentujące informacje o czasach odjazdu i ewentualnych spóźnieniach. Poszczególne linie są zazwyczaj ze sobą sensownie skomunikowane, choć często wymaga to dość szybkiego tempa przesiadki, z galopem po schodach włącznie.

Autobusy są niskopodłogowe, perony kolejek dostosowane do wysokości pociągów, generalnie nie ma więc większych problemów, by do komunikacji miejskiej załadować się z wózkiem dziecięcym, inwalidzkim czy rowerem, szczególnie że nawet w szczycie da się jakoś wcisnąć. Żeby jednak nie było tak słodko - nie wszystkie stacje kolejki (nawet te w centrum) są dostosowane do potrzeb osób niepełnosprawnych, czy choćby z ciężką walizą. Często nie ma nie tylko wind, ale i najzwyklejszych dwóch betonowych pasów na schodach, po których można by coś wturlać. Widać jednak, że trwa permanentna modernizacja.  Wyobraźcie sobie nasze głupie miny na widok dziury w ziemi ziejącej w miejscu  stacji metra, z której wielokrotnie wcześniej korzystaliśmy, i właśnie mieliśmy wsiąść po raz kolejny. Na razie ponoć obowiązuje zasada, że przynajmniej co druga stacja ma być przystosowana dla wózków inwalidzkich.

Bilety (w tym miesięczne, ważne na okaziciela, a także na koleje regionalne, np. na przejazd Berlin-Szczecin) można kupić w automatach znajdujących się na każdej stacji. W autobusach - u kierowcy. Wygląda więc na to, że Niemcy jakoś potrafili sobie poradzić z problemem nierozwiązywalnym u nas w wielu miastach od lat.

Na koniec niezbędne linki, czyli cennik i rozkład jazdy. Ten ostatni to właściwie wyszukiwarka połączeń - naprawdę rewelacyjna, wskazująca optymalne środki komunikacji i miejsca przesiadek.


niedziela, 19 stycznia 2014

Co to jest: duże, brązowe, na środku chodnika?

Jak to w Polsce wygląda - wiadomo. Przejście chodnikiem to rodzaj gry, ćwiczącej naszą spostrzegawczość i refleks, pt. "Omiń kupę". Jazda z wózkiem dziecięcym to już w ogóle sport ekstremalny.
Dla Niemca odpowiedź na tytułową zagadkę wcale nie byłaby oczywista.  Podczas dwumiesięcznego pobytu w Berlinie i dziesiątek kilometrów na piechotę po najróżniejszych dzielnicach  psie kupy na środku chodnika spotkałam dokładnie dwie. Oczywiście nie ma tak, że 100% mieszkańców jest idealnie zdyscyplinowanych. Ale jeśli  nawet właściciel jest na tyle leniwy, że nie zbiera "urobku" pupila, to zazwyczaj wykazuje na tyle kultury, że odciąga psa na bok, gdzieś na trawniczek przylegający do chodnika. Jest to jednak na tyle rzadkie (lub też może sprzątane na bieżąco przez dozorców), że trawniki, w przeciwieństwie do polskich osiedlowych skwerów, nie przypominają kloaki.
Niesfornym o porządku przypominają niepozostawiające wątpliwości znaki (pod spodem napis "Psy prowadzić na smyczy"):


Statystyk nie znam, ale miałam też wrażenie, że  psów w Berlinie nie jest zbyt dużo. Bardzo duży procent berlińczyków mieszka w mieszkaniach wynajmowanych - podejrzewam, że wielu właścicieli niechętnie zgadza się na zwierzęta. A i nawet we własnym mieszkaniu nie działa zasada "wolnoć Tomku w swoim domku" - żeby mieć psa, trzeba uzyskać zgodę wspólnoty mieszkaniowej / spółdzielni. Nie wiem, czy tak jest bezwzględnie zawsze, ale z takim punktem regulaminu (Hausordnung) zetknęłam się wielokrotnie.