poniedziałek, 24 marca 2014

królik po berlińsku

Po raz pierwszy spotkaliśmy je w drodze do muzeum techniki. Myk, myk, coś przekicało w poprzek drogi i zniknęło gdzieś w krzakach. Berlińskie króliki zamieszkiwały niegdyś tzw. "strefę śmierci" wzdłuż Muru Berlińskiego. Miały się tam dobrze i nie niepokojone przez nikogo, jak to króliki, rozmnażały się na potęgę. Po likwidacji muru rozpierzchły się po całym mieście i obecne są chyba na wszystkich terenach zielonych.
Jeśli siądziecie sobie spokojnie na parkowej ławeczce np. w Tiergarten, po chwili za waszymi plecami rozpocznie się króliczy piknik:

Nie są jakoś bardzo płochliwe, ale w reakcji na bardziej nagłe ruchy zrobią w tył zwrot, zarzucą białymi kuperkami, i tyle je widzieliście:


Słodkie, prawda? Służby miejskie pielęgnujące zieleń nie są chyba jednak zachwycone. Króliki  niezbyt bowiem doceniają walory estetyczne wypieszczonych kwietników i rabatek, takich jak chociażby te w Tiergarten:

Dla nich to piękne miejsce jest raczej pożądanym barem sałatkowym, więc, jak widać na zdjęciu, wszystko ogrodzone jest siatkami, a wchodzących do tej części parku prosi się o zamykanie furtki ze względu na plagę królików.