poniedziałek, 30 czerwca 2014

muzeum techniki - kwestia gustu

 Sam budynek owszem, wygląda nowocześnie i interesująco:


Ale wewnątrz czas wyraźnie się zatrzymał. Niestety nie w znaczeniu ochrony przeszłości od zapomnienia, ale w sposobie prezentacji. Jest to klasyczne muzeum typu "eksponat z podpisem". Komu bym poleciła? Chyba głównie miłośnikom historii kolei. Kolekcja lokomotyw jest faktycznie imponująca; szczególnie pierwsze parowozy robią wrażenie. Nie ma się co dziwić, że ludzie kiedyś uciekali na widok "dymiących potworów" - są ogromne (musiały przecież pomieścić w sobie palenisko na węgiel i potężny kocioł). Koła niektórych są wyższe od dorosłego człowieka i nasze współczesne elektrowozy wyglądają przy nich jak zabawki.
 

 O ile wiem, jest też wystawa starych samochodów - myślę, że może być ciekawa. Ale akurat podczas naszej wizyty była nieczynna z powodu jakiejś przebudowy. Bilety z tego powodu bynajmniej nie były tańsze.

Reszta - taka sobie. Na przykład dział poświęcony tekstyliom i gablotki typu "czym się różni materiał tkany od dzianego". Starą singerkę na pedał to chyba nawet można spotkać w niektórych polskich domach:


Ooo, łał, łał, a tu interaktywność à la Deutsche Technikmuseum. Przy odlewie lokomotywy jest guziczek, po przyciśnięciu którego słychać odgłosy pociągu (Był też statek, samolot i samochód. A nawet komputer wydający odgłosy z Windowsa). A tym kółkiem na zdjęciu po lewej można pokręcić. No, trzylatce się to podobało. Ale czy do tego potrzebne jest muzeum?



Tu pierwszy mechaniczny komputer (rekonstrukcja). Owszem, ciekawostka, ale też  jakoś nie skłania do bardzo długiej kontemplacji.




 Część lotnicza ujdzie. W końcu nie zawsze jest okazja obejrzeć wnętrzności silnika odrzutowego:



Pierwsze samoloty rejsowe nie wzbudziły mojego zaufania. Co to jest, blacha falista? Podziwiam pasażerów z tamtych czasów, że też mieli odwagę do tego wsiąść...


Reszta typu parę starych aparatów fotograficznych to też średnia atrakcja. Sporą przestrzeń zajmuje ekspozycja poświęcona przemysłowi farmaceutycznemu, a przede wszystkim... wynalezieniu pigułki antykoncepcyjnej. Znów kilka plansz i gablotek (probówki, opakowania leków, wycinki prasowe) oraz prelekcji możliwych do wysłuchania po założeniu słuchawek i wciśnięciu guzika. No po prostu prezentacja multimedialna pełną gębą.

Całość nas dość szybko znudziła - i zmęczyła (upał, a pomieszczenia nieklimatyzowane). Skutkiem czego zdjęć, jak widać, mało. Kto ma ochotę na więcej, przegląd dostępnych wystaw można zobaczyć na stronie: www.sdtb.de/Dauerausstellungen.80.0.html

W sumie  - ani jakoś szczególnie nie odradzam, ani nie polecam. Mnie osobiście nie zachwyciło, ale może w czyjeś zainteresowania trafi.