poniedziałek, 28 lipca 2014

z walizeczką pieniędzy

Jeśli wybieramy się do Niemiec na okres do dwóch miesięcy (a więc niewymagający meldowania), należy zaopatrzyć się przede wszystkim w gotówkę. Nie będę tu wyważać otwartych drzwi i produkować własnego postu - przeczytajcie artykuł, który choć prawdopodobnie nie pierwszej młodości, nadal jest aktualny:
http://sandrascholz.natemat.pl/52869,w-niemczech-karta-nie-zaplacisz

Przy planowanym dłuższym pobycie najlepiej możliwie szybko się zameldować i założyć konto w niemieckim banku - bez niego wiele rzeczy jest nie do załatwienia. Na przykład założenie telefonu stacjonarnego + internetu zazwyczaj wymaga podania niemieckiego numeru konta, ponieważ abonament będzie ściągany na zasadzie obciążenia konta (Lastschrift). Po długim przeglądaniu ofert firm telekomunikacyjnych spotkaliśmy tylko jedną (Vodafone), która pozwalała regulować rachunki przelewem. Przy czym występowało to jako opcja bardzo niestandardowa i... dodatkowo płatna 2,50 euro miesięcznie za sam "przywilej" płacenia przelewami plus 1,50 euro za przesłanie papierowego rachunku pocztą (obowiązkowe; nie ma możliwości otrzymywania e-mailem pdf).

Nie ukrywam, że ten kraj nie przestaje mnie zaskakiwać - stanowi imponującą mieszankę wspaniale rozwiniętych najróżniejszych dziedzin przemysłu i... chwilami jakiegoś totalnego zacofania w życiu codziennym.



środa, 9 lipca 2014

zameldowanie w Berlinie (@#$%&^!???)

Planując pobyt w Niemczech dłuższy niż dwa miesiące, należy się zameldować. Jest to nie tylko obowiązek prawny, ale też zwyczajna życiowa konieczność, ponieważ bez meldunku nie założymy konta w niemieckim banku, a bez tego trudno cokolwiek zdziałać (polecam artykuł W Niemczech kartą nie zapłacisz oraz następny wpis post na blogu).

W formularzu meldunkowym nie ma nic skomplikowanego: imię i nazwisko, poprzedni adres, nowy adres, data urodzenia - zwykłe dane osobowe. Jedynym nietypowym elementem jest pole "religia" - dotyczy tylko katolików i precyzuje, do którego kościoła należymy (w przypadku Polaków najczęściej rzymskokatolicki). Deklaracja ta zobowiązuje nas w przyszłości do uiszczania podatku kościelnego, a jest on niemały.
Poza wypełnionym formularzem powinniśmy teoretycznie mieć (tzn. tak podaje instrukcja do formularza):
  1. dokument tożsamości ze zdjęciem, czyli dowód osobisty lub paszport - u nas spisano oba dokumenty, zawsze lepiej na wszelki wypadek mieć jedno i drugie
  2. dokument potwierdzający prawo do zamieszkania pod podanym adresem - umowa najmu lub kupna mieszkania; nas urzędniczka o to zapytała, ale w wyjętą z teczki umowę nawet nie zajrzała
  3. osoby w związkach małżeńskich - akt ślubu
  4. osoby samotne i dzieci - akt urodzenia
W praktyce - tak piszą na forach - podobno zazwyczaj wystarczy sam dowód osobisty i nikt nie ogląda reszty papierów. My na wszelki wypadek mieliśmy wszystko (pkt. 4 i 5  - tłumaczenia przysięgłe). Nigdy nie wiadomo, jakie będzie urzędnicze widzimisię.
Procedura zameldowania jest w Berlinie bezpłatna. Wybrać można dowolny urząd, niekoniecznie w pobliżu naszego miejsca zamieszkania.

Tyle konkretów, przechodzimy do części rozrywkowej.

Zapoznawszy się rzetelnie z tematem, zlokalizowałam sobie stronkę z listą urzędów, celem sprawdzenia godzin otwarcia:
http://service.berlin.de/dienstleistung/120686/
Zauważyłam, że nie przepracowują się zbytnio - czynne po siedem godzin dziennie, w piątki pięć. Coby nie stać w kolejce, postanowiłam zaklepać termin online. Poniższy terminarz obejmuje wszystkie berlińskie urzędy:
www.berlin.de/terminvereinbarung

Kliknęłam, i czerwono mi się zrobiło przed oczami. Dosłownie. Na czerwono zaznaczone są dni całkowicie już zajęte. Otóż, najwcześniejsze wolne terminy przypadają za miesiąc. I okazuje się, że ten radosny stan trwa od lat, tu jeden z wielu artykułów na ten temat (2011):
http://www.tagesspiegel.de/berlin/buergeraemter-wer-zuerst-kommt-wartet-zuerst/4375186.html
Niech was nie zmyli sporadycznie pojawiająca się nieczerwona krateczka już za kilka dni. To ktoś właśnie odwołał wizytę, a zwolniony termin zniknie w trzy sekundy.


Tak długie oczekiwanie nie wchodziło w grę, postanowiliśmy sprawę załatwić w dni przeznaczone dla Spontankunden (poniedziałek lub piątek, ale w niektórych urzędach w okresie wakacyjnym nie ma tej opcji w ogóle - tylko rezerwacja). Zdobycie numerka jest równie łatwe jak w Polsce zarejestrowanie się do lekarza. Wystarczy spontanicznie przyjść dwie godziny przed otwarciem urzędu (o szóstej rano). W okolicach siódmej ogonek liczy już jakieś 150 osób. O 7.30 otwierają się bramy raju, czyli rusza automat z numerkami. Kolejka uważnie patrzy na ręce, czy ktoś aby nie bierze więcej niż jeden, ponieważ zdarzają się próby handlu numerkami:
Fünf Euro für eine Wartenummer
Szczęśliwym zdobywcom pozostaje już tylko czekać na obsłużenie, które nastąpi o bliżej nieokreślonej godzinie (numerek podaje tylko nasze miejsce w kolejce) - a jeśli nie zjawimy się w ciągu 5 minut od wywołania, to po ptokach.

Formularze najlepiej wziąć bezpośrednio w urzędzie, ponieważ te w internecie są prawdopodobnie nieaktualne (!!!)
http://www.berlin.de/buergeramt/formulare/?path=/meldeangelegenheiten
Skąd to podejrzenie? A stąd, że w powyżej dostępnych pdf należy zaznaczyć, czy występuje się o Lohnsteuerkarte, która od 1 stycznia 2013 już nie istnieje - w każdym razie tak twierdzą tu:
https://www.elster.de/arbeitn_elstam.php

Druczek, który dali mi w Bürgeramt, takiej pozycji w ogóle nie zawiera, różnice występują także w paru innych polach. Ponadto w instrukcji wypełniania jest informacja o konieczności meldunku w ciągu 7 dni od przeprowadzki, podczas gdy w internecie jest podane 14 dni. Niezły... yyy...  jak to elegancko powiedzieć... dom uciech?

Imię i nazwisko oraz nasz niemiecki adres trzeba wypełnić staranie i wyraźnie, dobrze dociskając długopis, ponieważ jest to papier samokopiujący. Powyższe dane odbijają się na świstku stanowiącym drugą stronę formularza. Niech was jednak nie zmyli jego lichy wygląd - namaszczony pieczęcią i podpisem urzędnika, staje się Bardzo Ważnym Dokumentem, poświadczającym nasze zameldowanie, z którym można się udać do banku itp.

I tym prostym sposobem zostajemy berlińczykam.