wtorek, 19 sierpnia 2014

Wiuuu, luksusem powiało! Czyli KaDeWe.

Nie należę do osób, dla których "bez metki nie ma podnietki", ale nie mogłam sobie odmówić wizyty w tym miejscu. Jest to drugi co do wielkości dom towarowy w Europie - większy jest tylko londyński Harrods. Siedem pięter ociekających luksusem - są tu do kupienia towary chyba wszystkich najsłynniejszych marek świata: Chanel, Armani, Prada, itd. Niby kompleksów nie mam, ale w dżinsach wycirusach, rozczłapanych adidasach i pchając spacerówkę z wykoślawionymi od polskich chodników kołami czułam się jakby nieco nie na miejscu. (No i dodatki, dodatki! Stroju dopełniała torba samoróbka wykonana z resztek sztruksu i starej kiecki). Wnętrza są bardzo glamour, czy cóś w tym rodzaju.

  

Przy poniższym stoisku ochłonęłam. Metka znanego projektanta i wysoka cena niekoniecznie idzie w parze z wysoką estetyką i dobrym smakiem. Różowych lakierowanych torebek a la Doda nie wzięłabym nawet za darmo.

Podobnie mojego żalu nie wzbudziła finansowa niemożność nabycia kiecki, przecenionej z 559 euro na jedyne 390, a przypominającej mi niedbale rozchełstany szlafrok.

Jest tu też sprzęt AGD, z tych droższych. Nieopatrznie jednak powierzyłam robienie zdjęć mężowi, w związku z czym mogę was uraczyć tylko widokiem na Kenwooda. Półka wypełniona kultowymi mikserami KitchenAid się nie załapała.

Ostatnie piętro to delikatesy.  Istna orgia kolorów i zapewne smaków (nie próbowałam) - choć obstawiam, że kupienie tu czegokolwiek wiąże się z przepłaceniem X razy. Jest to miejsce niewątpliwie nastawione przede wszystkim na najazd turystów o snobistycznych zapędach i wydrenowanie ich kieszeni do dna. Ale pooglądać można.






Jeśli macie w perspektywie podróż zatłoczonym pociągiem, udajcie się natomiast na stoisko z serami i nabądźcie kawałek któregoś. Jak nie wiecie po co, odsyłam do Trzech panów w łódce i rozdziału Zalety sera jako towarzysza podróży. Te z KaDeWe zdecydowanie należą do opisywanej przez pana Jerome kategorii...