sobota, 18 października 2014

dzień bez strajku to dzień stracony

Mieszkam tu raptem miesiąc i w tym czasie strajkowali już:
- piloci Lufthansy, dwa razy bodajże, i szykują się do kolejnego
- piloci Germanwings
- kolejarze Deutsche Bahn (konkretnie maszyniści), trzy razy
- personel naziemny lotniska Tegel

Wygląda na to, że jest to zjawisko codzienne. Powstał nawet serwis prowadzący rozpiskę bieżących strajków:
www.streikradar.de

Super tu jest, naprawdę. Wpadnijcie do Niemiec. O ile,w przerwie między strajkami, uda się Wam czymś dojechać / dolecieć :-)

środa, 15 października 2014

na grzyby!

Idę ja sobie na spacer, a tu na trawniku pod blokiem takie widoki:


O ile się nie mylę, moje osiedle porośnięte jest obficie... dorodnymi kozakami. Takich ilości nie spotkałam nigdy w polskim lesie, gdzie w sezonie jesiennym jest zazwyczaj więcej grzybiarzy niż grzybów.

niedziela, 12 października 2014

oj, bieda w tym Berlinie

Berlińczykom najwidoczniej coś do pierwszego nie starcza, bo oto znowu ktoś nastawał na moje mienie. Tym razem nie o 1 euro chodziło, ale, ho, ho, przedmioty o zawrotnej wartości ze 2 euro.
Poszłam sobie mianowicie z dziecięciem na plac zabaw. Młode walnęło swoje zabawki do piaskownicy, trochę pogrzebało, a potem poleciało zbierać szyszki, żołędzie oraz oddawać się innym tego typu rozrywkom.
Wracamy, naszymi foremkami bawi się jakaś dwulatka - normalka, cudze zabawki są zawsze ciekawsze niż własne. Obok na trawce przysiadła mamusia, podłożywszy sobie reklamówkę w charakterze izolacji przeciwwilgociowej. Szczebiocze do córci - a jaka ładna babka, a zrób teraz żółwika, a teraz ośmiorniczkę.
Ja akurat nie w nastroju do bratania się z tubylcami (choć zazwyczaj zagajam rozmowę w celach ćwiczenia języka), ględzę sobie z moją po polsku, prawdopodobnie sprawiając wrażenie, że mogę ni w ząb nie znać  niemieckiego.
Po czym po jakimś czasie mamunia oznajmia powrót do domu. Wyciąga spod odwłoka torbę i... starannie pakuje do niej nasze zabawki. Z wielkim zainteresowaniem poczekałam, aż skończy. Faktycznie zmiotła wszystko i zaczęła się oddalać w kierunku roweru z przyczepką. I dopiero wyskoczyłam ze stanowczym: "Halo, ale to jest moje!".
I co usłyszałam w odpowiedzi.
Może" "Przepraszam"?
Może: "Oj, myślałam, że ktoś zostawił swoje stare niepotrzebne zabawki"?
Nie. Z mieszanką jakby pretensji i nadziei w głosie zapytała: "A piłka teeeż?".
Na odpowiedź twierdzącą postawiła torbę z całym majdanem koło mnie i odmaszerowała bez słowa.

Chyba będzie trzeba poszukać bogatszego kraju, bo tu coś mizeria.

Dla uciechy, prezentuję przedmiot pożądania, złożony z niedobitków po różnych kompletach...

środa, 8 października 2014

niech go sczyści górą i dołem!

Kto kiedykolwiek miał ciężkie zatrucie pokarmowe, wie że to okrutna klątwa.
Kogo? A tego, kto mi rąbnął monetę 1 euro z wózka zakupowego. Drobiazg, ale wkurzający.
A było tak.
Jak zwykle, żeby nie taszczyć się z wózkiem między półkami w Kauflandzie, zaparkowałam go gdzieś z boku i poszłam grzebać w warzywach. Wracam, po wózku ani śladu. No, zdarza się, ktoś się pewnie poturlał moim zamiast swoim, więc szukam innego pustego w pobliżu.
Znalazł się parę regałów dalej. Dopiero przy odstawianiu na parkingu wyszło szydło w worka: ktoś go cichcem wypatroszył z 1-eurowej monety.
Okazuje się, że jest to zjawisko znane: Kinder klauen Euro-Münzen aus Einkaufswagen
Co ciekawe, w Polsce nigdy mi się to nie przytrafiło. Siła nabywcza naszej jednozłotówki jest widać tak nędzna, że się nie opłaca.

Mam nadzieję, że to, co sprawca nabył za moje jedno euro, solidnie mu zaszkodzi. Jestem dziś we wrednym nastroju i mu nie wybaczam, o!

środa, 1 października 2014

święta za pasem

Zaczął się październik, najwyższy czas zacząć przygotowania do Bożego Narodzenia. W każdym razie tak uważają Niemcy, a właściwie niemiecki handel. W Ikei zwinięto stoisko z meblami ogrodowymi, a w tym miejscu pojawiły się sztuczne choinki i wystrój generalnie świąteczny. W Kauflandzie właśnie zapełniono wielką półę czekoladowymi Mikołajami.
Czy ktoś tu przypadkiem nie zwariował?