środa, 31 grudnia 2014

Weihnachtsmarkt przy pałacyku Charlottenburg

Po doświadczeniach z jarmarkiem świątecznym na Alexanderplatz wydawało mi się, że jak na ten rok Weihnachtsmarktów mam dość. Ale pierwszego dnia świąt wyszło miłe słoneczko i grzechem byłoby gdzieś się nie wybrać. Padło na Charlottenburg.
Co do tego, że nie lubię miejsc zatłoczonych, nie zmieniam zdania. Weihnachtsmarkt w Charlottenburgu jest jednak o wiele przyjemniejszy od tego na Alexanderplatz. Nie ma tu w pobliżu ogromnych centrów handlowych i przelewających się przez nie tłumów, nie potykamy się o wyciągnięte nogi żebraków urzędujących pod ścianami budynków. A kiedy znuży nas zgiełk, możemy uciec przed nim do pałacowego parku.
Nie ma co ględzić, pokazuję zdjęcia.



Zdjęcie może tak dokładnie tego nie oddaje, ale są to pralinki giganty, rozmiaru muffinki mniej więcej:



 

Pora na część artystyczną:

Ten zardzewiały złom wykonany jest z... gorzkiej czekolady:





Oprócz tego, co widać na fotkach, dużo stoisk z prażonymi migdałami, gorące kasztany, Eierpunsch (grzane wino z żółtkami), Glühwein (grzane wino z korzeniami), budki z potrawami z różnych stron Europy.  Jeśli ktoś lubi takie klimaty, mogę polecić.
Podobało mi się na tyle, że odłożę na bok swój wredno-krytyczny charakterek i oszczędzę czytelnikom bloga, o ile takowi istnieją, widoku obskurnej karuzeli, gdzie można było sobie pojeździć na monstrualnym, obdrapanym smerfie...


czwartek, 25 grudnia 2014

Wigilia u rodaków

Podsłuchane w Kauflandzie przez mąża.
Państwo wyjeżdżają z pełnym wózkiem, czytają paragon i pani konstatuje z lekkim zdziwieniem: "Paaatrz, na samą wódkę 100 euro poszło". Szykuje się smakowicie zastawiony wigilijny stół, prawdaż?
Wesołych Świąt!

piątek, 19 grudnia 2014

Weihnachtsmarkt na Alexanderplatz - nigdy więcej

Jako że Weihnachtsmarkt  na Alexanderplatz jest najbardziej znany w Berlinie, w nadziei na uniknięcie tłoku wybraliśmy się tam w dzień powszedni,  przed godziną 15.
Pierwsza myśl: o jaciezgniotąmnieizadepczą.
Druga myśl już nie miała szansy się przebić przez ogólną kakofonię audiowizualną. Wyobraźcie sobie promenadę w Międzyzdrojach lub Krupówki w pełni sezonu.  I pomnóżcie razy pięćdziesiąt.
Były czapki w stylu Armii Radzieckiej, maski przeciwgazowe, matrioszki oraz pieski na baterie. Któryś z licznych straganów z ciuchami (niewątpliwie rodem prosto z Chin) obsługiwał pan o urodzie latynoskiej, słuchając głośno muzyki kompatybilnej z wyglądem. Po prostu atmosfera bożonarodzeniowa na całego.
Nawet nie spróbuję sobie wyobrażać, jak tam jest w weekendy, bo jeszcze mi się przyśni.