piątek, 22 maja 2015

przedszkole cz. II Sprachförderung


Niemcy postanowiły zadbać o to, by do szkół nie trafiały dzieci, które "ani be, ani me" po niemiecku. Idea słuszna, realizacja, o czym za chwilę, trochę kuleje.

Jeżeli wasze dziecko właśnie skończyło 4 lata i nie chodzi do przedszkola, należy się spodziewać pisemka ze Schulamtu o konieczności stawienia się na test językowy. Pismo przychodzi w języku niemieckim, ale w sieci udostępniono przekład na polski:
Aufforderung zur Sprachstandsfeststellung 2015

Test przeprowadza pedagog, zazwyczaj z przedszkola gdzieś w pobliżu miejsca zameldowania. W przypadku dziecka w ogóle niemówiącego po niemiecku oczywiście nie ma czego testować i kończy się na krótkiej  rozmowie z rodzicami, a do Schulamtu przekazywana jest informacja, że konieczne będzie Sprachförderung, czyli douczanie języka w przedszkolu, półtora roku przed rozpoczęciem nauki w szkole, w wymiarze 5 godzin dziennie, 5 dni w tygodniu. Przy czym owo dokształcanie to nie jest żaden specjalny kurs dla obcokrajowców - dzieci w tym wieku bezproblemowo łapią język przez samo uczestniczenie w normalnym przedszkolnym dniu.

Więcej można poczytać w pisemku - trochę zdezaktualizowanym, bo mówi o rocznym okresie dokształcania, co się niedawno zmieniło:
Informacje dla rodziców

Konieczności stawienia się na sprawdzian oraz zapisania dziecka do przedszkola nie należy lekceważyć - jest to sprawa traktowana na równi z obowiązkiem szkolnym; niepoddanie się wymaganiom może grozić grzywną do 2500 euro.

Tyle teorii,a teraz o praktyce.
Córka skończyła 4 lata w sierpniu. W grudniu (!) przyszło pisemko, że jeśli nie zna języka, to od 1 lutego powinna zacząć chodzić do przedszkola. Jednakże termin sprawdzianu językowego wyznaczono i tak dopiero na koniec lutego. Po sprawdzianie powinnam otrzymać pocztą tzw. Sprachförderung-Gutschein, czyli bon na douczanie języka 25 godzin tygodniowo. Nie dostałam go jednak do dziś*, zresztą psu na budę by mi się zdał, ponieważ przyjmują go tylko niektóre, nieliczne przedszkola. Nie liczcie zatem na ten "specjalny" świstek, tylko składajcie wniosek o normalny Kita-Gutschein, o którym pisałam co nieco w poprzednim poście:
Planeta Berlin: przedszkole w Berlinie, cz. I - jak znaleźć

Dla dzieci bodajże powyżej 3 lat wymagany jest sam formularz, bez żadnych dodatkowych dokumentów typu informacja o dochodach. Mój bon przyszedł po jakimś tygodniu od wysłania wniosku. Jeśli macie miejsce już gdzieś zaklepane, warto podać tę informację, podobno przyspiesza bieg sprawy.

Wkrótce po sprawdzianie językowym przyjdzie pisemko z informacją o konieczności zapisania dziecka do przedszkola. I tu kolejny "urzędowy żarcik", dano mi termin 3 tygodnie, podczas gdy na miejsce czeka się zazwyczaj miesiącami. Miejsca wolne od zaraz owszem, są, ale zwykle na kompletnym wygwizdowie, w miejscach z nieszczególnym dojazdem komunikacją miejską (w Berlinie bardzo odradzam połączenia autobusowe - w szczycie są pospóźniane po 20 minut) i urząd może zasugerować, żeby zapisać tam. Nie należy się tym przejmować - róbcie swoje, tzn. szukajcie powolutku przedszkola, które wam odpowiada. I bierzcie z każdej odwiedzonej placówki zaświadczenie, że nie mają wolnych miejsc albo że wpisano was na listę oczekujących. Wyślijcie w odpowiedzi na otrzymane pismo, to urząd powinno zatkać na parę miesięcy. Jak to w biurokracji bywa, najważniejsze jest zbieranie papierków, a nie faktyczne spełnianie wymagań. I tak przykładowo w samej dzielnicy Neukölln na początku roku zanotowano 450 dzieci potrzebujących dokształcania, dla których i tak brakuje miejsc w przedszkolach:
Trotz finanzieller Förderung: Kita-Kinder sprechen schlecht Deutsch

*Aktualizacja:  Sprachförderung-Gutschein dostałam pod koniec czerwca, czyli grubo po wyznaczonym przez urzędy terminie zapisania dziecka do przedszkola. Kupy się to wszystko nie trzyma. Wykreślcie ze swojego słownika określenie "niemiecki porządek", w każdym razie, jeśli chodzi o Berlin.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz